Polska mniejszość narodowa zakładnikiem ustawy oświatowej

25-06-2019

Docent z Czech Pan Ondrej Klipa był gościem i prelegentem na konferencji o sytuacji mniejszości narodowych na Ukrainie, wygłosił m. in. wykład na temat Karty Polaka. Informacji zasięgał w Polsce w czasie studiów.

"Zajmuję się tym tematem już dłuższy czas.  Dopiero gdy studiowałem w Polsce, spotkałem się właśnie z tą problematyką, chodzi głównie o Ukrainę i Białoruś. Potem miałem stypendium na uczelni w Mińsku i tam się spotkałem z ludźmi, którzy mają Kartę Polaka i zacząłem z nimi o tym rozmawiać. Dowiedziałem się, że są pewne ciekawostki miejscowe i o tym też staram się rozmawiać w trakcie tej konferencji".

Jak liczna jest polska mniejszość narodowa w Czechach?

"Myślę, że to jest ok. 30 tys. osób, tzn. tych, które zgłosiły się w ostatnim spisie ludności do narodowości polskiej. Są tacy, którzy zgłosili dwunarodność, czyli jako narodowość wpisali w tym spisie czeską i polską albo polską i słowacką, albo polską i śląską. Te wszystkie osoby zaliczają się do grona polskiej mniejszości narodowej, która jak mówiłem oscyluje w granicach 30 tys. ludzi. Większość z tej mniejszości mieszka na Zaolziu czyli na Śląsku Cieszyńskim, na tym malutkim kawałku, który tradycyjnie był polskojęzyczny i po roku 1919 był pochłonięty przez Czechosłowację".

Jak często i w jakich celach przyjeżdża Pan do Lwowa? Czy to są stricte konferencje naukowe?

"Dziękuję za to pytanie, bo ja chętnie przyjeżdżam do Lwowa, chociaż niezbyt często. Pierwszy raz byłem tu jeszcze w ostatnim wieku, tzn. w 1999 roku. Byłem po raz pierwszy we Lwowie dlatego, że jechałem na Krym uczyć języka czeskiego tamtejszą mniejszość narodową. Obecnie tam (na Krymie) nie ma już czeskiej mniejszości, bo ostatni wyjechali ze względu na to, że otrzymali taką propozycję od rządu czeskiego po 2014 roku. Jeszcze gdy była mniejszość czeska na Krymie, to jeździłem tam parę razy uczyć czeskiego, głównie w czasach wakacji, tzn. w lecie i czasami się zatrzymywałem się we Lwowie. Potem byłem na konferencji 2 lata temu na uniwersytecie katolickim wspólnie z Jarosławem Hrycakiem, a teraz jestem drugi raz".

Zajmuje się Pan problematyką mniejszości narodowych...

"Tak!"

Jakie możemy ująć ciekawostki tej samej problematyki związanej z mniejszościami narodowymi w Czechach, jeżeli jest taka?

"Jak mówiono w ciągu tej konferencji, w Czechach jest 14 mniejszości narodowych, które mają oficjalny status przyznany przez państwo. Ale tam sytuacja jest zupełnie inna w porównaniu z Ukrainą. Po pierwsze chodzi o liczby które są absolutnie nieporównywalne, to znaczy, nasze mniejszości stanowią nie więcej niż 2 albo 3% ludności całych Czech. To jest całkiem mała grupa. Największą mniejszością są Słowacy,  którzy są praktycznie zasymilowani.

Oni nie wyglądają jak mniejszość, większość z nich nawet nie mówi po słowacku, ale zgłaszają się, oczywiście nie wszyscy, ale niektórzy do narodowości słowackiej. Ta mniejszość jest to absolutnie zintegrowana do społeczeństwa czeskiego. Oczywiście, są takie mniejszości jak na przykład mniejszość cygańska albo romska, które mają swoje problemy, ale te problemy są na innych podstawach, niż prawa narodowe".

Jakie wnioski wyciągnął Pan z konferencji we Lwowie dot. mniejszości narodowych, dlatego, że słuchał Pan z zainteresowaniem i też miał swój własny wkład w rozwój konferencji?

"Konferencja, która właśnie się odbyła, była bardzo ciekawa. Dyskusja między niektórymi kolegami z tego panelu dyskusyjnego, którzy mówili o poparciu języka  ukraińskiego i z drugiej strony też przedstawiciele mniejszości narodowych, którzy  mają,  naturalnie, inny pogląd na tą sytuację, wymienili swoje zdania. W Czechach nie znamy takiego problemu o którym dzisiaj mówiono. W Czechach mniejszości narodowe i etniczne znają czeski język, nikt nie ma problemu z językiem państwowym i dlatego właśnie nie musimy w ogóle starać się o to, żeby język czeski był znany. Nie musimy przyjmować specjalnych ustaw, które zmierzają do czechizacji tych mniejszości.

Nawet możemy pozwolić tym mniejszościom żeby ich edukacja przebiegała w ich językach macierzyńskich, dlatego, że wiemy, że wszyscy mówią językiem państwowym. Natomiast na Ukrainie ta sytuacja jest całkiem inna, są mniejszości, które nie znają języka państwowego i z tego powodu, oczywiście mają albo muszą mieć problemy z integracją do społeczeństwa obywatelskiego i również politycznego, bo nie zrozumieją na przykład wszystkiego o czym się mówi o mediach państwowych. Po prostu jest taka przestrzeń, pewien dystans, przepaść między mniejszością narodową i tym społeczeństwem większościowym.

Dlatego myślę, że ta ustawa o języku państwowym na Ukrainie ma sens, ale oczywiście też rozumiem, że niektóre mniejszości mają na to inny pogląd, bo na przykład ich prawa językowe albo utrzymanie ich języka macierzyńskiego, jest dla nich głównym interesem i cokolwiek, co może im w tym przeszkodzić, jest postrzegane z dużą ostrożnością".

Pan dzisiaj stwierdził, że polska mniejszość narodowa na Ukrainie stała się niejaką ofiarą, zakładnikiem obecnej sytuacji.

"Tak. Nie wiem czy dobrze i precyzyjnie to powiedziałem czy miałem wykorzystać jakikolwiek inny termin, ale chodziło o to, że sytuacja z ustawą popierającą język ukraiński nie jest skierowana przeciwko mniejszościom, które mieszkają na Ukrainie.

Dla mieszkańców Ukrainy o wiele bardziej niż dla mnie, jest oczywiste, że właśnie ta ustawa o języku państwowym jest głównie wymierzona przeciw językowi rosyjskiemu,  bo to on jest prawdziwym konkurentem (tutaj na Ukrainie) języka ukraińskiego i prawdziwym przeciwnikiem, hegemonem z którym trzeba walczyć.

Wydaje mi się, że ta ustawa była przyjęta w celu poparcia ukraińskiej tożsamości czy języka ukraińskiego. Ale ma ona, niestety, pewne konsekwencje też do społeczności mniejszości, które po prostu nie mają z tym nic wspólnego. Mniejszość Polska, niestety, jest pewną ofiarą procesu obrony przed rusyfikacją".

Wg Pana, jaka jest perspektywa mniejszości polskiej na terenie Ukrainy?

"Muszę powiedzieć że nie znam się bardzo dobrze na tej sprawie i nie mogę robić jakiekolwiek prognozy. Jest to dla mnie troszeczkę trudne pytanie. Moim zdaniem, teraz mniejszości polskiej nie grozi żadna groźba jakiegoś zniszczenia, wynarodowienia. Teraz ogólna postawa Ukraińców nie jest jakaś zbyt szowinistyczna i powiedzmy zbyt nacjonalistyczna.

Myślę, że Polacy nawet są w stanie pomóc w walce z rusyfikacją, która jest obecna na Ukrainie i też może się negatywnie odbić na mniejszości polskiej, ale nie jestem w stanie policzyć, zrobić prognozy do jakiego stopnia jest groźna ta ustawa. Czasami czytam czasopisma polskiej mniejszości narodowej na Ukrainie i wydaje mi się, że teraz to jest sympatia obustronna, to znaczy, że Ukraińcy nie chcą, powiedzmy, zniszczyć mniejszość polską na Ukrainie.

Polacy, głównie w czasie tak zwanego "euromajdanu" bardzo chętnie popierali Ukraińców, z sympatią patrzyli na te wydarzenia w Kijowie i było tam pewne poczucie sympatii obustronnej. Mam nadzieję, że te sympatie trwają".

Jeszcze gwoli dopełnienia, Pan Ondrej Klipa jest Czechem. Szacunek, za znajomość jeżyka polskiego oraz zgłębianie problemów Polaków w różnych dziedzinach, się należy. Na tej konferencji była godna reprezentacja środowiska polskiego ze Lwowa. Naukowy panel dyskusyjny w naukowo - technicznej bibliotece Politechniki Lwowskiej ma swój wymiar i znaczenie.

Jeżeli ktoś próbuje rozmawiać o problemach mniejszości narodowych, zaprasza gości z zagranicy w celu dyskusji, a mniejszości to ignorują - nie dziwmy się skutkom. Niektóre polskie organizacje ze Lwowa mają w tym przypadku czyste sumienie. Ale czy większości się po prostu nie chce niczego robić? Trzeba rozmawiać, dyskutować, a poniekąd udowadniać swoje racje. Oby nie padło stwierdzenie, że nas (Polaków) we Lwowie nie ma.