Piosenki Janusza Gniatkowskiego wracają do Lwowa

26-06-2019

Pan Orest Cymbała jest promotorem festiwalu Janusza Gniatkowskiego we Lwowie. W filharmonii lwowskiej zabrzmią piosenki gwiazdy polskiej estrady - najpopularniejszego polskiego piosenkarza lat 50-60.

Panie Oreście, skąd taki pomysł?

Janusz Gniatkowski, który urodził się we Lwowie 6 czerwca 1928 roku, mógłby mieć 90 lat. Mieszkał z rodzicami w Stanisławowie, Stryju i Mizuniu Starym. Gdy wojna się skończyła, jego rodzina przeniosła się do Katowic, a w 1954 roku Janusz Gniatkowski zapisał swoją pierwszą piosenkę w katowickim radiu.

On był wtedy mężczyzną ze wspaniałym barwnym głosem, śpiewał międzynarodowe przeboje, nie tylko piosenki ludowe. Zaśpiewał po polsku takie przeboje jak Apassionata, Bella bella Donna i to są te przeboje, które zostały dzięki Januszowi Gniatkowskiemu polskimi piosenkami.

Czy Janusz Gniatkowski to zamiłowanie Pana do muzyki?

Zakochałem się w języku polskim dzięki piosenkom Janusza Gniatkowskiego. Już trzy razy byłem jurorem i gwiazdą na festiwalu jego piosenek w Poraju. Ten festiwal gościł w wielu polskich miastach i ci młodzi piosenkarze i piosenkarki, którzy są stałymi gośćmi tego festiwalu, teraz 28. czerwca przyjeżdżają do Lwowa aby we lwowskiej filharmonii zaśpiewać piosenki Janusza Gniatkowskiego.

Czy ciężko było pozyskać wykonawców i środki na festiwal we Lwowie?

Całe nasze życie jest niejakim poszukiwaniem pieniądza, ale myślę, że jest Radio Lwów, jest Polski Konsulat który pomaga i to jest tym właśnie wsparciem projektu międzynarodowego. Przyjedzie na ten koncert żona Pana Janusza - wybitna polska piosenkarka Krystyna Maciejewska - Gniatkowska, która była muzą jego życia.

Oni byli ze sobą jak na scenie, tak i w życiu. Gdy Janusz Gniatkowski został gwiazdą polskiej estrady, zbierał w 50. latach tłumy na swoich koncertach, porównywano go z Frankiem Sinatrą, wtedy komunistyczne władze w Polsce usunęły go z mediów i dopiero w końcu lat 80.,  zobaczyliśmy go na festiwalu w Opolu.

Była też tragedia w życiu rodziny Gniatkowskich. Pan Janusz miał wypadek samochodowy, lekarze nie dawali mu żadnych szans gdyż miał porażenie mózgu. Nie mógł chodzić, nie mógł mówić, a żona - Krystyna Maciejewska zrezygnowała ze swojej kariery i była przy nim. To trwało kilkanaście lat, dopóki przypomniał sobie kim jest. Przez te lata Janusz Gniatkowski słuchał swoich piosenek, które włączała mu żona i powtarzał, że "twój Gniatkowski jeszcze do ciebie przyjedzie". 

W wieku 80-ciu lat wystąpił na scenie wspólnie z orkiestrą symfoniczną i zaśpiewał Apassionata. To jest historia tej rodziny i heroizmu Krystyny Maciejewskiej, która jest fantastyczną piosenkarką i fantastyczną kobietą.

Znam się z Krystyna Maciejewską - Gniatkowską wyłącznie telefonicznie, dlatego, że parę lat temu nagrywałam z nią wywiad i podejrzewam, że z entuzjazmem przyjęła pomysł festiwalu we Lwowie.

Absolutnie tak, bo Janusz Gniatkowski całe życie tęsknił za Lwowem - miastem swojego dzieciństwa. Lubił śpiewać piosenki ukraińskie, mówił po ukraińsku tak samo jak po polsku i z tego co wiem z opowieści Krystyny Maciejewskiej, gdy przyjeżdżali na trasy koncertowe do Związku Radzieckiego, m. in. do Lwowa w latach 60., to przedstawiciele władzy mówili do niego:

"Ну как Вам нраситься наш город?" (Jak się Panu podoba nasze miasto?)

Wtedy Janusz Gniatkowski mówił, że to nie wasze miasto tylko to moje miasto i wyciągał swój paszport gdzie jako miejsce urodzenia widniał oczywiście Lwów. Wtedy pytał - "a Wy gdzieście się urodzili?"

To był szok dla władzy komunistycznej i to jest ta kultura, która łączy dwa narody -polski i ukraiński poprzez piosenki. To jest fantastyczne. Ten koncert odbędzie się w filharmonii lwowskiej. Przyjedzie finalista The Voice of Ukraine, wybitni ukraińscy wykonawcy, a także poeci, na przykład Anna Kanysz , która ma już 92 lata i ułożyła teksty ukraińskie do przebojów Janusza Gniatkowskiego.

To jest projekt bardzo niestandardowy, przyjadą młodzi wykonawcy, tacy jak Amelia Czepiel z Częstochowy, która ma 12 lat. Gdy Amelia zaśpiewała Czeremchę, po ukraińsku Czeremszyna, w Częstochowie na festiwalu to jury otworzyło nie tylko oczy ale i usta -dziewczyna gra na skrzypcach i śpiewa w różnych językach. 

To jest dopiero taki początek, mam nadzieję, że to nie ostatni koncert, gdyż międzynarodowy festiwal odbył się już w Częstochowie, Wilnie i teraz po raz pierwszy ma być we Lwowie. Tym sposobem Janusz Gniatkowski wraca do swojego utęsknionego  miasta. Myślę, że mieszkańcy Lwowa muszą wiedzieć o  ludziach, którzy tu mieszkali.

Panie Oreście, muzyka łączy ludzi. Ja urodziłam się we Lwowie, więc zawsze powtarzam, że to jest moje miasto i to jest tak samo Pana miasto, więc myśli mają zdolność przenikania przez lata i nie tylko.

Zgadzam się z tym całkowicie! Ja tylko jeszcze raz pragnę przypomnieć, że zakochałem się w języku polskim poprzez piosenki Janusza Gniatkowskiego.

Moja babcia, która mieszkała we Lwowie, mówiła po polsku, ja czytałem jeszcze jako dziecko polskie gazety. Pewien polski dziennikarz, bo zaśpiewałem Apassionata po ukraińsku na tekst Anny Kanysz, podarował mi książkę Apassionata o Januszu Gniatkowskim. 2 lata ta książka była u mnie w domu i nie mogłem jakoś przystąpić do czytania. Gdy w pewnym momencie zacząłem czytać, to okazało się, że wszyscy rozumieją po polsku. 

Muzyka łączy ludzi i oby tak pozostało. Zapraszamy na I we Lwowie międzynarodowy festiwal Janusza Gniatkowskiego, który odbędzie się w dniu 28 czerwca (piątek) 2019 r. w Filharmonii Lwowskiej o godzinie 19:00.