Piknik Rodzinny 2021

04-09-2021

  Piknik Rodzinny wchodzi już powoli w lwowską tradycję, co prawda, z przerwą twórczą za względu na ostatnie ograniczenia. Ale skupmy się na rzeczach przyjemnych i pożytecznych, które właśnie miały miejsce na skwerze koło kościoła św. Antoniego, który stał się bazą materialną imprezy 4. września b.r.

  Przede wszystkim warto zaznaczyć, że nie zabrakło tam dzieci w różnym wieku, młodzieży i rodzin z parafii św. Antoniego i całego miasta jak Lwów długi i szeroki. Każdy spragniony spotkań w plenerze w dobrze dobranym gronie mógł znaleźć coś dla siebie, dzieci delektowały się słodką watą. Ten jarmarczny przysmak gromadził tłumy, ale swoje trzeba było odstać i dzieci karnie stały w kolejce po kawałek słodkiej chmurki na patyku.  To naturalnie nie koniec różnych atrakcji. Duże zainteresowanie wywołało stoisko Wojska Polskiego 6 Brygady Powietrznodesantowej im. gen. bryg. Stanisława Sosabowskiego.  Można było potrzymać karabin, włożyć hełm i przymierzyć kamizelkę ratunkową, niektórym udało się wejść do honkera. Stał tez wóz sanitarny, jeden z nastolatków uczył się na gwałt robić masaż serca na gumowym modelu tak uporczywie, jakby od tego zależało życie. Były też nosze takie jak w GOPR, żeby można było unieruchomić poszkodowanego. Niektórzy wykonywali bojowy makijaż na sobie i kolegach, dziewczyny zerkały co i rusz do lusterka, czy aby im było do twarzy w uniformie i groźnych barwach bojowych. W razie niepowodzenia można się było ukryć za siatką maskującą.  Żołnierze chętnie udzielali wyjaśnień co do właściwości polskiej broni. Do końca imprezy nie sposób było zaspokoić ciekawości chłopaków, przymierzających się do roli obrońcy Ojczyzny.

   Tuż obok stoisko z lodami było oblegane aż do wyczerpania materiału. Z rozkoszy podniebienia można też wymienić świetny bigos, serwowany przez właścicielki „Premiery lwowskiej”, z istotną wkładką mięsną i solidną pajdą chleba. Na świeżym powietrzu, w promieniach jesiennego słońca, smakował jak najwykwintniejsze świąteczne danie. Bigos szybko się skończył, co stanowi zarówno niezbity dowód    jakości tej wybornej staropolskiej potrawy, jak i zdrowego i niczym   nie zakłóconego  apetytu lwowiaka.

    Jakby tego było mało, obok sekcji malarskiej stanął namiocik z sokiem i ciastkami.   Malowano wszystko, czego oczy nie widziały, na brzozowych paletach o owalnym kształcie, podkreślającym słoje drzewa, na kartonie, papierze i jeszcze kto wie na czym. Można było się wyszumieć artystycznie i dzieciaki   oddawały   się tym zajęciom z niezwykłym zamiłowaniem.

  Piłkarze „Pogoni” w najmłodszym wydaniu kopali piłkę o ścianę kościelnego muru, oddzielającego plebanię od skweru. Ha, i jeszcze skoki na batucie, tym razem jednak bez udziału OO. Franciszkanów, jak to illo tempore bywało. A tak na to czekaliśmy!

  Pośrodku skweru w cieniu rozłożystego drzewa panowie przesuwali z rozmysłem figury szachowe. Lwowska szkoła szachowa robi swoje i te intelektualne rozgrywki zawsze cieszą się dużą frekwencją.

  I tu dochodzę nareszcie do sedna sprawy. Przecież to dzień Narodowego    Czytania, i padło na jakże lwowską dramatopisarkę Gabrielę Zapolską. Zresztą mieszkała ona też na Kurkowej, gdzie był piknik, natomiast Moralność Pani Dulskiej powstała   zapewne z powodu bystrego zmysłu obserwacyjnego pisarki względem właścicielki czynszowej kamienicy przy dawnej ul. Gołąbów (Werchrackiego). To u pani Gołąbowej, wcielonej później w Dulską, wynajmowała mieszkanie Zapolska.  Więc do dzieła przystąpiła jak Pan Bóg przykazał konsul RP we Lwowie Eliza Dzwonkiewicz (Juliasiewiczowa) i OO. Franciszkanie (O. Paweł - Zbyszko). Soczyste repliki, porównujące kobietę do fortepianu, na którym trzeba umieć grać, uwydatniły skrzydlatą myśl Zapolskiej  ”Na socjalistę nie trzeba zdawać egzaminu”.  Fragmenty dramatu czytała z wielkim artyzmem również Jadwiga Pechaty, aktorka Polskiego Teatru Ludowego we Lwowie. Zatem na arenę dziejową wkroczył muzyczny klan Kompanowiczów i zdominował dziecięcą publiczność. Dzieciaki śpiewały tańczyły, reszta towarzystwa oddawała się radosnemu bałakaniu w promieniach wrześniowego słońca. Maluchy biegały z kolorowymi balonami jak barwne motyle. Pogodna sielanka odbyć się mogła dzięki Konsulatowi Generalnemu RP we Lwowie, którego pracownicy spisali się na medal, abyśmy się mogli cieszyć chwilą beztroskiej swobody, poobcować ze sobą po długiej przerwie i napawać się ciepłem babiego lata.