Rodzice często powtarzali „co z ciebie wyrośnie?” – mówi Maria Mirecka – Loryś

07-08-2017

Do Lwowa przybyła Pani Maria Mirecka – Loryś. Czy mogłam nie porozmawiać z takim człowiekiem? https://pl.wikipedia.org/wiki/Maria_Mirecka-Lory%C5%9B 

O tym wspaniałym pięknym Lwowie, który Pani zawsze opisuje, czytamy na kartach historii. Uczymy się tego, bo tylko we Lwowie mogło podczas uczty z rynn lać się wino, tylko we Lwowie młodzież  uciekała na wagary, czyli po lwowsku „na hinter”.  Czy Pani pamięta te czasy?

„Oj, ja nie nie uciekałam na wagary!”

 Czy na pewno się nie zdarzyło?

„Nie. Ja raczej swój wolny czas spędzałam na zebraniach Młodzieży Wszechpolskiej, na zwiedzaniu miasta.”

Pani Mario, a jakie są Pani najbardziej jaskrawe wspomnienia ze Lwowa?

„To okres studiów i okres współpracy z Młodzieżą Wszechpolską. M. in. nigdy nie było mnie w domu. Zawsze coś robiłam, pomagałam innym. Często słyszałam od mamy „dziecko, co z ciebie wyrośnie?” Ciągle gdzieś uciekałam aby pomóc innym.”

Chyba każdy rodzic mówi czasem do dziecka – co z ciebie wyrośnie? A na to pytanie, mam bardzo prostą odpowiedź – jest pani łącznikiem pomiędzy ludźmi, pomiędzy młodym pokoleniem, które panią uwielbia i między starszymi.

„Powiem, co u mnie zadecydowało, że się poprawiłam. Żadne bicia nie pomogły, nauki nie skutkowały. Pewnego razu była burza, a ja w tym czasie chciałam pójść do lasu. Tak ze 3 kilometry. Nie pozwolili mi oczywiście, ale uciekam z domu. Gdy wróciliśmy, okazało się, że piorun uderzył w drzewo, gdzie ja wierzyłam, że tam żyją krasnoludki i duszki. Rozmawiałam z nimi, chociaż już byłam trochę starsza, ale jednak chodziłam. Jako dziecko wierzyłam, że istnieją, a później też tam chodziłam. Piorun uderzył właśnie w to moje ulubione drzewo, a ja sobie pomyślałam wtedy, że to kara za to, że uciekłam i teraz muszę się zmienić. To zadecydowało, że od tego czasu już się zmieniłam i nie uciekałam z domu.”

Czyli po prostu spoważniała Pani?

„Tak, ale to było jakby ostrzeżenie, że piorun uderzył akurat w to drzewo, to moje drzewo.”

Pani Mario, a Lwów? Jakim pozostanie w Pani pamięci?

„Poznałam Lwów w największym rozkwicie, przed wojną. Dzisiaj to za duży kontrast, być może młodzież nie zdaje sobie z tego sprawę, jaki to jest wielki kontrast – to było najweselsze i najprzyjemniejsze miasto w całej Polsce. Rzeczywistość staje się dla nas coraz gorsza, niestety. Bardzo mnie cieszy wizyta we Lwowie, ale czasem jest mi smutno, dlatego, że Lwów jest już zniszczony, a Polacy coraz mniej mają tu do powiedzenia.”

Pani Mario, co Pani chciałaby przekazać młodemu pokoleniu?

„To, co zawsze mówię swoim dzieciom – przede wszystkim, kochać swoją rodzinę i kochać kraj z którego pochodzimy.”