Nie ma już lwów na cmentarzu Orląt? Prawda czy fałsz?

03-01-2019

Dziwna sprawa się stała. Oczywiście, we Lwowie. Albo inaczej - doszła do Lwowa z nieznanego źródła.

Dziś, 3. stycznia, prezesi oraz polscy mieszkańcy miasta od rana są bombardowani mailami, sms-ami, wiadomościami w sieciach społecznościowych czy też telefonami z pytaniem dotyczącym lwów na cmentarzu Obrońców Lwowa. 

"Czy to prawda, że ukraińskie władze usunęły lwy z cmentarza Orląt"?

Otóż, tak aby wszyscy usłyszeli i przeczytali:

LWY JAK STAŁY TAK I STOJĄ.

NIESTETY ZAPAKOWANE, ALE SĄ NA SWOIM MIEJSCU.

Mają teraz więcej kamer i ochrony policyjnej niż jakikolwiek inny pomnik w mieście. Władze tak boją się o lwy, że wśród nadzoru ośmiu kamer, pracownicy na cmentarzu nie mogą spokojnie podrapać się w tylne czy jakikolwiek inne miejsce, bo wszystko widać. 

Czy raczej władza boi się lwów? Mogą ożyć? A  co będzie jak oko lwa spojrzy spod pudła? "Symbol polskiej okupacji Lwowa" ma się dobrze. Co prawda na razie w pudle. Lecz władza jest zmienna. Historia cały czas nam to pokazuje. 

Jeżeli Polska była we Lwowie okupantem i to tylko w okresie międzywojennym, a wcześniej nigdy polskiej władzy, Polski i Polaków tu nie było, to może warto usunąć lwy spod ratusza? Lub przemianować miasto? Jest też możliwość usunięcia wszystkiego, co polskie z tego miasta. 

Można wyburzyć starówkę, kościoły, kamienice i wykopać martwych na wszystkich cmentarzach. A co? jak usuwać, to usuwać. Albo pakować w pudła. 

O niedźwiedziej przysłudze dla lwa już pisałam. Komu zależy aby tuż po Nowym Roku dokuczać Polakom we Lwowie tzw. feikiem internetowym o usunięciu lwów z cmentarza? Kto szerzy błędne informacje?

Dzisiaj, zamiast pracować czy spokojnie przygotowywać spotkania opłatkowe, prezesi polskich organizacji odpowiadają na maile i telefony, piszą sms-y i wiadomości w sieciach społecznościowych. 

Po co i komu to na rękę? Tak, renowacja była zaplanowana na 2016 rok. Nie odbyła się. Żadna ze stron, ani polska ani ukraińska, nie dopełniła formalności związanych z umiejscowieniem lwów w ich pierwotnej lokalizacji.

O osobach odpowiedzialnych i przebiegu sytuacji sprzed trzech lat, można przeczytać w linku.

A teraz wyobraźcie sobie jakiegokolwiek ukraińskiego eksperta, który wyda wniosek o tym, że lwy faktycznie znajdują się na swoim miejscu i tam powinne pozostać. Jak myślicie, co z takim człowiekiem uczyni władza ukraińska? A poza tym, praktyki samobójcze raczej nie są zbyt popularne w tym kraju.

Strona polska może sto czy tysiąc razy jeździć do Lwowa, zresztą ministrów tu można spotkać częściej niż w Polsce, ale załatwić co trzeba... Cóż, jak widać, przeciwna strona ma się dobrze.

Albo dzięki wsparciu przyjacielskiego (teoretycznie - naszego) rządu czuje się na tyle pewnie, że odwrócenie ogólnie panującego antypolskiego trendu na terytorium państwa sąsiada, stało się niemożliwym?