Powieść "Lwowski ptak" odzwierciedleniem lwowskich ideałów

07-06-2019

Książka p.t. Lwowski ptak Piotra Tymińskiego jest napomknieniem o czymś bardzo ważnym. Śladem bohaterstwa i męstwa... dzieci. Zwykłych dzieciaków, mieszkających we Lwowie i uwielbiających to miasto od małego, bo każdy Lwowiak ma w sobie uczucie, że "to jest moje". 

Moje podwórko, moje wieże, moje pagórki, moje parki, moje kamienice i moje ulice. Zrozumieć to uczucie potrafi tylko ten, co się tu urodził. 

Z szacunkiem do wszystkich napisanych recenzji bądź opisów w księgarniach - nie mogą oddać tego, co czują Lwowianie czytając tą książkę.

Opisy "setek lwowskich dzieci" gdy wiemy, że były ich tysiące i daleko nie wszyscy spoczywają na cmentarzu Obrońców Lwowa, nie oddają całości obrazu, o czym żadne z wydawnictw nie wspomina.

Ten, kto nigdy nie chodził opisanymi w książce uliczkami, nie wspinał się na cytadelę, nie oglądał lwowskich dachów i piwnic, nie może zrozumieć tego, wywołanego jedną przeczytaną kartką, uczucia w sercu. Ową książkę, zawierającą 378 stron, można przeczytać w dwa dni. Nawet nie "przeczytać", a wchłonąć lwowską energetykę i temperament miejscowych bohaterów.

Główna bohaterka - wymyślona przez autora postać Tosia (moim zdaniem - najlepiej pasujące imię dla prawdziwej pyskatej Lwowianki) spotyka całą plejadę znanych i zasłużonych ludzi w obronie miasta, dzięki której zostało nazwane Semper Fidelis. To dzięki tym -  przystępnie, dokładnie i ciekawie opisanym bohaterom, dowiadujemy się jak wyglądali, co robili i jakie mieli przyzwyczajenia lwowscy bohaterowie. 

Wyimaginowana bohaterka i jakże realni ludzie, o których większość dowiadywała się od rodziców, dziadków, z podręczników i starych czasopism. Lecz dopiero teraz, po raz pierwszy, historyk Piotr Tymiński opisuje ich codzienność, realia w jakich się znaleźli oraz marzenie, nierozerwalnie związane z ich (i naszym też!) ukochanym Lwowem.

Przecież nawet zapach lwowskiej kamienicy jest inny. Przy otwartych drzwiach, co się coraz rzadziej zdarza, przylatują dziecięce wspomnienia, a każdy pogląd w stronę podwórka, zamkniętego w bramie, wywołuje nostalgię i wir młodzieńczych lat. Ta książka jest mgnieniem, gdy obecne lwowskie dzieci wspominają przez który murek się lepie skakało, a którym uciekało od nauczycieli, na której podmurówce się siedziało i grało na gitarze, a łażąc przez którą można było zwiać z lekcji, czy też przez który parkan można było uciec od "podwórkowych babć" besztających nas za robione psoty i czasem poważniejsze szkody. 

Te 378 stron, to nic innego, jak chwila powrotu i ilustracja młodzieńczych lat Lwowiaków. Te wspomnienia, same lecące w trakcie czytania, to każda kamienica i każde odrębne podwórko, to połączone przejścia między nimi i obecne zabudowania przez które też, co prawda z trudem, ale da się prześlizgnąć. Ta książka, to retrospektywa obecnie zarośniętych podwórek, pozaklejanych i zabetonowanych przejść w murach, z łezką w kąciku oka oglądanych wieżowców w miejscu dawnych placów zabaw.

To hurkot lwowskiego bruku i trzask każdego zakrętu samochodu na nim. To nasze uliczki, szkoły, uczelnie, kościoły i to wszystko, co nierozłącznie z nami związane. To jest po prostu Lwów. Lub - aż Lwów. Kto nie był, ten nie wie. Kto nie dotykał murów - ten nie odczuwa. Kto nie stąpał po trawie w parku - nie widzi śladów. Kto nie bawił się na lwowskim podwórku - nie wie o co chodzi. 

Pewnie o każdym mieście można napisać podobną powieść. W znacznej większości polskich miast i miasteczek znajdą się bohaterowie. Lecz Lwów ma "to coś", co przyciąga, wabi i nakazuje powrócić. 

Zaś uczyć się historii i patriotyzmu, czy w młodym czy w podeszłym wieku, warto we Lwowie - "patrząc na daty urodzin i śmierci na cmentarzu Obrońców Lwowa" - mówił Piotr Tymiński. I ta książka to potwierdzenie. Obowiązkowa lektura. Przynajmniej tak powinno być. To przeżycia, uczucia, obowiązki, ciężar i radość tych, którym zawdzięczamy herb z hasłem Semper Fidelis.

Dziękuję Piotrowi Tymińskiemu za tą lekturę. Lepszego prezentu z okazji 100.lecia Niepodległości Polski, niźli "Lwowskiego ptaka", Lwów nie otrzymał.