"Lwów jest we mnie" - mówi Pani Maria Woś, dziennikarka Radia Wrocław

30-09-2018

Niezwykłe emocje i przesłania dla przyszłości. Opowieść człowieka wyjątkowego. Już zdążyłam się odzwyczaić od momentu, gdy muszę wyłączyć mikrofon, bo rozmówca zaczyna szlochać. Niewyobrażalny ludzki ból i żal za wciąż żywym miastem... 

"Jestem dziennikarką Radia Wrocław, ale przede wszystkim jestem Lwowianką. Urodziłam się we Lwowie i mieszkałam tu, Pani Mario, na rogu Rynku i ulicy, która teraz nazywa się Stauropigijska, niegdyś Dominikańska. Mieszkałam pod numerem 9. od urodzenia do 12. roku życia, kiedy to zmuszona byłam opuścić Lwów w '46 roku w ramach ekspatriacji, kiedy nas ze Lwowa wyrzucono".

Czy odwiedziła Pani mieszkanie rodzinne?

"Tak, to znaczy nie. W mieszkaniu nie byłam, ale byłam na tym piętrze, w tym domu. Byłam na piętrze na którym mieszkałam. Nie chciałam nikomu zakłócać spokoju, żeby nikt nie pomyślał, że jeszcze dobieram się do czyjegoś mieszkania, ale pod drzwiami byłam".

Jakie uczucia w takich momentach przepełniają ludzi?

"Smutek, żal, bo to były bardzo ważne lata mojego życia. To były lata, które mnie ukształtowały. Byłabym kim innym gdyby nie Lwów. Miałam 5 lat kiedy wybuchła wojna, jak wiadomo, mieliśmy trzy okupacje - pierwszą sowiecką, niemiecką i drugą sowiecką.

W czasie okupacji niemieckiej w 1942 roku w kościele Dominikanów został założony dziewczęco - dziecięcy chór, w którym otrzymaliśmy wspaniałą edukację, nie tylko muzyczną, nie tylko religijną, ale także patriotyczną. To były lata, które decydowały kim jestem".

Pani w tym roku obchodzi jubileusz 60 - lecia pracy w radiu... Po prostu "wow"... Gratulacje!

"Pracuję w Radiu Wrocław od 1958 roku z wyjątkiem kilku lat, bo w stanie wojennym - 13 grudnia '81 roku ogłoszono w Polsce stan wojenny, wtedy odeszłam z radia i wróciłam po wygranych wyborach, i od tej pory jestem. 

Obecnie mam cotygodniowy felieton w Radiu Wrocław, przez ostatnie miesiące opowiadałam  moje wspomnienia lwowskie, spisałam je, bo to jest naprawdę piękna historia".

Czy ma Pani być może takie porównanie dla nas, teraz praca w radiu kiedyś? Jakie są różnice?

"Nic ciekawego!"

Czyli nic się nie zmieniło?

"Zmieniło się dużo, przede wszystkim zmieniło się to, że teraz można mówić prawdę. Kiedyś nie było tej wolności, ale boję się, czy nie jesteśmy zbyt rozrywkowi? Czy nie poświęcamy za mało czasu historii, literaturze, kulturze? Tej wysokiej kulturze na rzecz właśnie rozrywki?"

Czy ja wiem? Przed wojną Wesoła Lwowska Fala cieszyła się niezmierną popularnością, przecież nie było drugiego takiego rozrywkowego radia nigdzie na całym świecie.

"Ale to zupełnie co innego! Chodzi mi o niemającą żadnej kultury rozrywkę."

A jak Pani jako dziecko zapamiętała najpiękniejsze miasto na świecie, czyt. Lwów?

"Te wspomnienia ciągle są we mnie, Lwów jest we mnie. Ja nieustannie tęsknię za Lwowem i uważam się za Lwowiankę, nie za Wrocławiankę.

Mam przyjaciółkę, która też jest dziennikarką, a zarazem moją rówieśniczą. Ale ona mówi, że ma w swoim życiorysie 3 miasta, więc jest bogata. Natomiast ja jestem biedna i bezdomna, jestem Lwowianką, ale nie mam już we Lwowie domu, a Wrocławianką nigdy tak naprawdę się nie poczuję, chociaż Lwów i Wrocław wiele łączy".

Być Lwowianką, to piękne uczucie, mogę to z całą pewnością potwierdzić. Zawsze powtarzam, że jestem ze Lwowa i jestem przede wszystkim u siebie. Nigdy z tego miasta nie wyjeżdżałam, a Pani niestety musiała wyjechać. Jakie jest, Pani zdaniem, najważniejsze przesłanie dla przyszłych pokoleń, to, które by Pani chciała przekazać ludziom?

"Chciałabym, żeby młode pokolenie bardziej czuło się związane ze swoimi dawnymi ziemiami, z kulturą polską, żeby czuły ciągłość tej kultury, żeby pogłębiamy swoją wiedzę w dziedzinie historii Polski, historii Europy i historii sztuki polskiej.

Chciałabym, żeby ten młodsze pokolenia czuły się bardziej związane z tymi ziemiami i z kulturą polską, która jest na tych ziemiach wciąż żywa. Aby nie zmieniali swoich zainteresowań na rzecz zainteresowań bardziej europejskich i kosmopolitycznych.

Tego się obawiam. A w ogóle, to jest smutne, pani Mario, bo poznałam kilka lat temu kobietę o 3 lata młodszą ode mnie, ona się urodziła we Wrocławiu i tęskni za Wrocławiem, a ja mieszkam we Wrocławiu za którym ona tęskni.

Naprawdę, bardzo chętnie wróciłabym do Lwowa, za którym tęsknię.

Ona tęskni za kościołem Najświętszej Marii Panny na Piasku we Wrocławiu, a ja będąc w tym kościele we Wrocławiu, tęsknię za kościołem Dominikanów we Lwowie.

Wie Pani, Roman Aftanazy - kustosz Ossolineum w swoim testamencie napisał, że nie chce być pochowany we Wrocławiu, chociaż bardzo wiele zrobił dla Wrocławia i dla Ossolineum, ale on nie chciał być pochowany w tym mieście i jest pochowany w Warszawie. No ja niestety już mam miejsce na cmentarzu we Wrocławiu, ale tak bardzo bym chciała leżeć na cmentarzu Janowskim we Lwowie"...