Jubileusz XXX-lecia Towarzystwa Miłośników Lwowa w Warszawie

21-12-2018

16. grudnia miał miejsce jubileusz XXX-lecia Towarzystwa Miłośników Lwowa i Kresów Południowo - Wschodnich. Dokładniej mówiąc - oddziału stołecznego. Uroczystości odbywały się w Domu Polonii w Warszawie. 

Były piękne występy, dostojne nagrody za wieloletnią działalność, prelekcja historyka i twórcy Kresowej Atlantydy Stanisława Sławomira Nicieji, a oficjalną część zakończył świetny koncert rodowitej Lwowianki Elżbiety Lewa i Michała Piekarskiego.

Prezes oddziału stołecznego Towarzystwa Miłośników Lwowa i Kresów Południowo - Wschodnich  Marek Makuch, który jest dosyć młodym Prezesem tak mówił:

"No... jestem relatywnie młody, jeżeli patrzymy na pokolenia Lwowian, którzy musieli kochane miasto opuścić, ale też już nie najmłodszy... Natomiast XXX-lecie to jest podsumowanie tego, co się przez lata działo. To właśnie Ci, już dzisiaj starsi ludzie, byli tymi młodymi i w sile wieku aby działać.

Wiadomo, czas jest nieubłagany. Młode pokolenia muszą przejmować zadania, które starsi ludzie już nie są w stanie wykonywać. Rozpoczynamy kolejne 30 lat, przez które nasze dzieci i nasze wnuki będą zadania dla polskiego Lwowa realizować".

Oprócz Lwowian, różnych pokoleń, na Jubileuszu zebrało się grono życzliwych osób, m. in. Katarzyna Kucharek - Prezes Fundacji Grupy PKP, która hojnie wspiera Towarzystwo Miłośników Lwowa i Kresów Południowo - Wschodnich w Warszawie:

"Czy hojnie, to do Państwa oceny. Pewnie można i bardziej, natomiast na miarę możliwości dorzucamy naszą cegiełkę. Cel jest bardzo szczytny, wierzymy, że te pieniądze zostaną dobrze spożytkowane. To jest dla nas najważniejsze i myślę, że to na jednorazowej pomocy się nie skończy, tylko rzeczywiście współpraca będzie się rozwijać".

I już po części oficjalnej, Pani Katarzyna dodała:

"Nie mam korzeni lwowskich ani Kresowych, chociaż jedna  z Pań mnie zaczepiła w czasie spotkania i powiedziała, że urodę mam lwowską. Kto wie, może coś w tym jest, może nie dotarłam jeszcze do tych korzeni, ale nigdy nie wiadomo".

Jak się mówi - najpiękniejsze kobiety pochodzą ze Lwowa.

"Jestem wzruszona atmosferą, która towarzyszyła wydarzeniu, była bardzo wzruszająca, wszystko odbyło się na najwyższym poziomie, a organizatorzy dołożyli do tego wszelkich starań. Równolegle, z każdej strony, gdzie bym się nie odwróciła, było wzruszenie i ludzie już starsi, którzy zaczynali i byli tu przez 30 lat. To jest niesamowite i takie, powiedziałabym, zaraźliwe.

Widać, że oni w to wierzą i to wszystko ma sens. Coś pięknego i tylko pozazdrościć, że jesteście w stanie przez tyle lat trzymać się razem i cały czas dążyć do wyznaczonego celu. Chciałabym za 30 lat powiedzieć, że wytrwałam w jednej fundacji czy stowarzyszeniu, cały czas pracując z tymi samymi ludźmi i wierząc w to co robię". - powiedziała Pani Katarzyna.

Zaś ja dodam, jako gość i jako rodowita Lwowianka, mająca to szczęście, mieszkać w naszym ukochanym mieście, że działalność  Towarzystwa Miłośników Lwowa i Kresów Południowo - Wschodnich nie kończy się na Warszawie czy innych miastach, gdzie są oddziały. Nie kończy sie na spotkaniach Lwowian, którzy tam się odnaleźli. Nie kończy się nawet na niesieniu pomocy dla tych, co we Lwowie pozostali.

Ta działalność i istnienie Towarzystw ma inny, o wiele głębszy wymiar. Ta działalność świadczy o tym, że tu byliśmy. O tym, że tu zostało coś naszego. O tym, że tu pozostali tacy sami ludzie, też kochający to miasto, ale być może mający więcej (lub mniej) szczęścia tu pozostać. Na swojej ziemi i ziemi naszych przodków, bo wszyscy urodzeni we Lwowie, urodzili się u siebie, a Ci, którzy pozostali - zostali u siebie.