Dlaczego Lwów leży na Kresach i Kresy jako integralna część Polski

23-12-2018

Pan prof. Stanisław - Sławomir Nicieja, historyk i znawca Kresów czy znawca historii Polski?

"Myślę że jak już mówimy o znawcy, to znawca historii Polski, bo Kresy to integralna część historii Polski. Jeżeli ktoś uważa, że to jest coś innego i ma mały związek z historią Polski, to jest w wielkim błędzie i to właśnie staram się wyjaśnić. Byliśmy na Kresach jako państwowość polska, jako społeczność, jako setki organizacji polskich przez całe wieki.

Jak się przegląda polski słownik biograficzny - księgę największych Polaków, to co trzecie nazwisko wywodzi się stamtąd, bo gdzie się urodził Moniuszko, Kościuszko, Słowacki, Herbert, Lem, Konwicki? Mogę wymieniać do rana nazwiska. Pierwsza liga polskiej kultury, nauki, przemysłu, filozofii ma korzenie właśnie stamtąd. Czyli to jest historia Polski, bo Polska się tym wyróżnia na tle innych państw europejskich, że miała "pulsujące granice", nie leżała w tym samym miejscu czy nad tą samą rzeką, tylko nad różnymi rzekami.

Był czas kiedy Polska leżała nad Niemnem, nad Dniestrem, nad Zbruczem, nad Horyniem, nad Piną, a teraz leży nad Odrą, nad Wartą. Po prostu granice się przesuwały w lewo, w prawo czy też kurczyły się. Uczyć historii Polski, pisać o niej, to nie jest zamknąć historię Polski w granicach dzisiejszego państwa polskiego po Układzie Jałtańskim, kiedy przesunięto granicę wschodnią o 250 km.

W wyniku tej operacji, zostawiliśmy, jako państwo polskie, ok. 200 miast, tysiące wsi, zamków, pałaców, dworów, cmentarzy, klasztorów, kościołów, które kiedyś Polacy budowali albo mieli poważny udział w ich powstaniu. 

Nie możemy tego zapomnieć. Tak jak nie można skończyć porządnego gimnazjum w Izraelu, Hajfie, Tel Avivie czy Jerozolimie, jeżeli nie było się na Marszu Żywych, tak ja też uważam, że przeciętnie wykształcony Polak powinien wiedzieć co to jest Zbaraż, co to jest Góra Bony w Krzemieńcu, co było w Kamieńcu Podolskim, co to jest Ostra Brama w Wilnie czy cmentarz Łyczakowski we Lwowie.

To jest integralna część naszej historii i to w swoich książkach udowadniam.  Koncentruję się na miastach wschodnich, bo o nich do tej pory najmniej pisano. Był czas, kiedy próbowano to z historii Polski wyeliminować, twierdząc, że jest to domeną tylko historyków ukraińskich, białoruskich, litewskich czy rosyjskich. Ja się z tym nie zgadzałem, nie zgadzam i nie będę zgadzał".

Czy możemy tą wypowiedź Pana profesora uznać jako odpowiedź na pytania ukraińskich działaczy "dlaczego Pan Profesor opisuje ukraińskie miasta"?

"Bo piszę o historii Polski, a historia Polski zostawiła w tych miastach tak wyraziste ślady, tak jest widoczna, jak widoczna jest historia Niemiec na dzisiejszym polskim Śląsku poniemieckim.

Nigdzie się nie mówi, że Ratusz we Wrocławiu, jeden z piękniejszych ratuszy europejskich, budowali Polacy. Budowali Niemcy, ale dzisiaj jest w granicach Polski. Nikt nie zaciera w Polsce śladu historii niemieckiego Wrocławia. Tegośmy się nauczyli.

Ja mieszkam w Opolu, które się nazywało przed wojną Opel i nikt nie mówi w Opolu, że ratusz opolski postawili Polacy, tylko podajemy nazwisko Niemca, który go wybudował. Nikt nie mówi, że zamek w pobliskim Grodkowie był budowany przez jakiegoś Polaka, tylko , że przez Shaffgotsha, bo tak się układała historia, że przez wiele lat na tych ziemiach byli Niemcy, a teraz jesteśmy my.

Nowoczesne myślenie o historii to jest oddanie sprawiedliwości tym, którzy to miejsce kiedyś kochali, szanowali, było ich i nie wolno im tego zabierać. To co myśmy kiedyś budowali na Kresach, to co było nasze, a dzisiaj nie jest nasze, bo się granice przesunęły i dzisiaj jest w innym państwie - mamy prawo mówić o tym, szanować to i to nie jest żadna próba rewindykacji czy materialnego zabrania komuś. Jest to nasz duchowy obowiązek, pamiętać o naszych pradziadkach".

Czy możemy powiedzieć, że Lwów leży na Kresach?

"Teraz tak się stało, bo kiedyś on leżał w centrum Polski, w środku Polski, bo Polska była mocno wychylona na wschód. Przed Traktatem Ryskim jeszcze dalej, bo przecież widzimy polskie korzenie w Winnicy, w Żytomierzu i w Kamieńcu Podolskim, który przecież przed wojną już nie był Polski, ale teraz, kiedy się posługujemy takim skrótem myślowym, to on jest miastem kresowym, bo został za tamtą stroną, za Kresami".

Panie Profesorze, na jakim etapie Atlantydy Kresowej jesteśmy?

"Posuwam się jak japoński pracoholik - co pół roku 1 tom, żeby opisać historię tych 200. miast. To jest ciężka praca, bo wydobywam dokumenty z rodzinnych zbiorów, bo w archiwach państwowych nie ma ich albo nie ma dostępu do nich. To setki spotkań, setki rozmów aby pozyskać zaufanie, żeby ktoś chciał dać to zdjęcie, bo nie wie jak to spożytkuję, jak opiszę jego pradziadka. 

Z tych 200. miast zostało mi jeszcze 110 do zrobienia, bo w tych 12. tomach ok. 90. już zrobiłem. Jeżeli mi zdrowie nie nawali, bo muszę być ruchliwy i ciągle w trasie, to zrobię to. Jeżeli nie, to myślę, że jakiś fakt kulturowy już zrobiłem, bo te ważne miasta na południu opisałem. 

Czekają na moje prace miasta północnej dawnej Polski, takie jak Grodno, Wilno, Lida, Baranowicze. Do tego się zbliżam. Natomiast te na południu, takie jak Kołomyja, Sambor, Stryj czy Kosów już zrobiłem. To zależy od tego, do którego miasta mam zebrany materiał.

Jak ktoś mnie pyta, o którym mieście będziesz Pan pisał? - to mówię nie wiem, bo to zależy która mi się teczka wypełniła już do tego stopnia, że mogę napisać w miarę sensowną i pokazującą czym to miasto było, monografię".

Pan profesor wypełnia teczki, wypełnia też luki pamięci ludzkiej, a historię tworzą ludzie...

"No tak, przede wszystkim. Ja jestem biografistą, który pisze o ludziach. Każda moja książka jest biograficzną. Cmentarz Łyczakowski to nie jest książka o kościach czy trupich czaszkach, piszę o żywych ludziach, którzy mieli swoje pasje, swoje namiętności, swoje sukcesy i porażki, a łączy ich miejsce pochówku. Nie piszę o ich bólach, tylko o ich barwnym życiu, o tym co dokonali i tak jest w każdym tym tomie. 

W każdym tomie Atlantydy Kresowej jest ok. 600. biografii ludzi, czasem z drugiego lub czwartego szeregu, a bardzo ważnych, bo zrobili coś ważnego, a nie pełnili żadnych funkcji senatora, posła czy nie wiadomo kogo. Po prostu uczciwie pracowali dla swojej rodziny i dla ojczyzny".

W ramach tego, życzę Panu Profesorowi dokończenia tych tomów Atlantydy Kresowej, kieruję to jako życzenia Bożonarodzeniowe jak również Noworoczne dla Pana Profesora. A czego Pan Profesor chciałby życzyć wszystkim Polakom mieszkającym na tzw. Kresach, tym, którzy zostali poza krajem?

"Dziękuję bardzo za te życzenia no i odwzajemniam je. Przede wszystkim, życzę zdrowia i grona przyjaciół, ludzi życzliwych, bo tak się atomizujemy ostatnio - ludzie nie cieszą się z czyichś sukcesów, coś się z ludźmi stało. Życzę po prostu ciepłych relacji międzyludzkich i mniej podziałów, eliminacji zawiści, nie szukania rewanżyzmu za rzeczy złe, bo to budzi w ludziach czasem poczucie zemsty, a za tym idzie nienawiść. Nie ma bardziej destrukcyjnego uczucia jak nienawiść. Jak się nauczysz nienawidzić, stajesz się złym człowiekiem. To jest bardzo ważne.

Dzieje się coś w Europie takiego i w społeczeństwie polskim, że są straszne podziały, że ludzie boją się ujawniać swoje poglądy, bo spotykają się z nietolerancją. To jest zjawisko z którym trzeba walczyć. Trzeba umieć wysłuchać nawet najbardziej krańcowego poglądu, jeżeli jest on wygłoszony spokojnie i z argumentami, to nie można się obrażać, że ktoś ma taki pogląd a nie inny. 

Trzeba to uszanować i wtedy się normalnie żyje i jest się normalnym społeczeństwem. Unikać podziałów. Tego życzę. Unikać podziałów i unikać wrogości".